Wczoraj, po niecałym miesiącu oczekiwania, zostało opublikowane uzasadnienie uchwały Sądu Najwyższego z 16 lutego 2021 roku (sygn. akt III CZP 11/20) w sprawie wzajemnych rozliczeń kredytobiorcy i banku w przypadku ustalenia nieważności umowy „kredytu frankowego”.

Uchwała stanowi preludium do tego, czego możemy się spodziewać w sprawach „Frankowiczów” w dniu 25 marca 2021 roku, kiedy to Sąd Najwyższy zbierze się w pełnym składzie Izby Cywilnej i odpowie na 6 pytań zadanych przez Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, a dotyczących szeroko rozumianego problemu „kredytów frankowych”. Pisaliśmy na ten temat >>TUTAJ<< oraz nagraliśmy webinar, który można odnaleźć >>TUTAJ<<. Notabene marcowa uchwała zostanie wydana pod bardzo podobną jak lutowa sygnaturą, a mianowicie III CZP 11/21, ale musimy pamiętać, że są to uchwały różnego rodzaju. Marcowa uchwała będzie miała moc tzw. zasady prawnej, co oznacza, że będzie wiązała wszystkie orzekające składy Sądu Najwyższego (przynajmniej do czasu odstąpienia od jej stosowania w co najmniej takim samym składzie, co zdarza się niezwykle rzadko, np. w przypadku zmiany systemu gospodarczego), a lutowa takowej mocy nie ma. Wbrew obiegowej opinii marcowa uchwała nie będzie wiążąca dla sądów powszechnych, czyli sądów, które w I i II instancji wydają wyroki w sporach Frankowiczów z bankami, ale niewątpliwe nada kierunek orzecznictwu i zdecydowanie je ujednolici.

Lektura uzasadnienia lutowej uchwały wskazuje, że przed 25 marca 2021 roku mamy już odpowiedź na 2 z 6 pytań skonstruowanych przez Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego. Przypomnijmy – w lutym 2021 roku Sąd Najwyższy odpowiedział na pytanie w jaki osób powinno następować rozliczenie pomiędzy kredytobiorcą a bankiem, czyli rozstrzygnął, która teoria rozliczeń jest właściwa – salda czy dwóch kondykcji. Obie z nich pojawiły się w orzecznictwie sądów powszechnych i spowodowały znaczne rozbieżności w wyrokach wydawanych w sporach z powództwa „Frankowiczów” przeciwko bankom i niejednokrotnie były przyczynami wydawaniu przez sądy postanowień o zawieszeniu spraw do czasu rozpoznania uchwały.

W ramach tzw. teorii dwóch kondykcji dochodzi do rozliczenia roszczeń pomiędzy stronami umowy, czyli pomiędzy kredytobiorcą i bankiem. Jeżeli „Frankowicz” jest podmiotem inicjującym proces, to sąd ustalając nieważność umowy kredytu, zasądza (przy założeniu, iż pozew został poprawnie skonstruowany) na jego rzecz zwrot wszystkich świadczeń wpłaconych do banku z tytułu kredytu, niezależnie od tego, ile kredytobiorca na przestrzeni lat już spłacił. Przykładowo, jeżeli kredytobiorca uzyskał kredyt w kwocie 500.000,00 PLN, a dotychczas wpłacił do banku z tego tytułu kwotę 400.000,00 PLN, to sąd stosując teorię dwóch kondykcji zasądzi na jego rzecz dochodzoną kwotę w wysokości 400.000,00 PLN wraz z ustawowymi odsetkami za czas opóźnienia, które w sytuacji długoletnich procesów frankowych opiewają na kilkanaście, a niejednokrotnie nawet na kilkadziesiąt tysięcy złotych. W takim przypadku sąd nie zajmuje się kwestią ewentualnych zobowiązań kredytobiorcy względem banku, ponieważ tego rodzaju rozważania nie stanowią przedmiotu tego postępowania. Przynajmniej, jeżeli bank nie złożył zarzutu potrącenia ani zatrzymania. Do tej pory takie zarzuty należały do rzadkości.

Odmiennie do kwestii wzajemnych rozliczeń podchodzą zwolennicy tzw. teorii salda. Uznają oni, że kredytobiorca ma roszczenie o zapłatę do banku z tytułu nieważnej umowy kredytu tylko wtedy, jeżeli suma jego świadczeń na rzecz banku przewyższyła kwotę udostępnionego mu kredytu. Jeżeli zatem bank udostępnił kredytobiorcy kredyt w kwocie 500.000,00 PLN, a kredytobiorca do momentu wyrokowania wpłacił do banku łącznie 400.000,00 PLN (odsetek, kapitału, prowizji i innych opłat związanych z kredytem), to sąd stosując tę teorię uznaje umowę kredytu za nieważną, ale oddala powództwo kredytobiorcy o zapłatę, przyjmując, że jest on winien jeszcze bankowi 100.000,00 PLN. W tej konfiguracji kredytobiorca nie dość, że nie odzyskuje wpłaconej do banku kwoty, to traci także ustawowe odsetki za czas opóźnienia, które nie są zasądzane.

Na ten temat pisałam w 2019 roku w Dzienniku Gazecie Prawnej, zwracając już wtedy uwagę, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest stosowanie teorii dwóch kondykcji:

Sąd Najwyższy 16 lutego 2021 roku podjął uchwałę o następującej treści: „Stronie, która w wykonaniu umowy kredytu, dotkniętej nieważnością, spłacała kredyt, przysługuje roszczenie o zwrot spłaconych środków pieniężnych jako świadczenia nienależnego (art. 410 § 1 w związku z art. 405 k.c.) niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie jest dłużnikiem banku z tytułu zwrotu nienależnie otrzymanej kwoty kredytu”, co oznacza, że jednoznacznie opowiedział się za słusznością tzw. teorii dwóch kondykcji, czyli rozwiązaniem zdecydowanie korzystniejszym dla „Frankowiczów”. W uzasadnieniu analizowanej uchwały Sąd Najwyższy wskazał, że „reżim zwrotu świadczeń spełnionych w wykonaniu nieważnej umowy kredytu (w tym indeksowanego), wynikającej z zastrzeżenia w niej klauzul abuzywnych, co do zasady nie odznacza się żadną specyfiką, która mogłaby uzasadniać wykorzystanie w prawie polskim teorii salda na korzyść banku”.

W odniesieniu natomiast do ewentualnych roszczeń banków Sąd Najwyższy powołał się na instrumenty prawne mające zabezpieczyć ich interesy związane z zaspokojeniem roszczeń o zwrot udostępnionego kredytobiorcom kapitału i wskazał – w mojej ocenie niezwykle trafnie – że ich wykorzystanie zależy wyłącznie od aktywności banku. Dlatego też zawsze kwestionowałam teorię salda, ponieważ stosując ją w relacji kredytobiorca konsument – bank przedsiębiorca, sąd niejako wychodził poza swoją ustawową rolę i zajmował się rozliczeniem roszczeń banku (dokonywał kompensaty z urzędu), mimo, że bank nie podejmował żadnych działań – ani faktycznych ani prawnych – aby zabezpieczyć swoje interesy w toczącym się postępowaniu, mając przecież taką możliwość.

Jeżeli chodzi o instrumenty, które może wykorzystać bank w relacji z „Frankowiczem”, aby zabezpieczyć zwrot udostępnionego kapitału, to Sąd Najwyższy powołał przede wszystkim instytucję potrącenia. Oświadczenie o potrąceniu, mimo, że jest wyrazem poszanowania autonomii woli uprawnionego, wymaga od banków złożenia stosownego oświadczenia woli, co jednak – jak pokazuje sądowa rzeczywistość – dotychczas w procesach frankowych miało miejsce niezwykle rzadko. Można przypuszczać, że jeżeli marcowa uchwała będzie utrzymana w tej konwencji – to banki coraz częściej będą składały zarzut potrącenia, chociażby z ostrożności procesowej (co mimo sporu w doktrynie i orzecznictwie, wydaje się dopuszczalne). Drugim instrumentem, który można zastosować w przypadku ustalenia nieważności umowy kredytu i konieczności zwrotu przez strony świadczeń wzajemnych, jest zdaniem Sądu Najwyższego prawo zatrzymania dopóki druga strona nie zaofiaruje zwrotu otrzymanego świadczenia albo nie zabezpieczy roszczenia o zwrot. Analogicznie jak w przypadku zarzutu potrącenia, można przypuszczać, że prawo zatrzymania będzie stosowane przez banki w zdecydowanie większym zakresie niż do tej pory.

Co istotne, Sąd Najwyższy – niejako przy okazji – zajął się kwestią przedawnienia roszczeń kredytobiorców względem banków, które przed laty udzieliły im kredytów „frankowych”. Jeszcze do niedawna w orzecznictwie sądowym dominowała zasada 10 – letniego, a obecnie 6 – letniego terminu przedawnienia roszczeń „Frankowiczów” o zwrot zapłaconych rat, który to termin liczony był od daty płatności danej raty kapitałowo – odsetkowej. W efekcie, w przypadku wielu kredytobiorców raty zapłacone przez nich w latach 2006 – 2009 były po prostu przedawnione i cześć sędziów podchodziło do tej kwestii właśnie w taki zero – jedynkowy sposób. Stanowisko zaprezentowane w analizowanej uchwale pokazuje jednak odmienne podejście do aspektu przedawnienia, w mojej ocenie wpisujące się w nurt orzecznictwa unijnego. W dniu 9 lipca 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku wydanym w połączonych sprawach o sygn. akt C‑698/18 i C‑699/18, dopuścił możliwość, aby termin przedawnienia roszczeń konsumentów o zwrot nienależnie zapłaconych kwot był liczony od momentu, w którym konsument powziął wiedzę lub powinien był – racjonalnie rzecz biorąc – powziąć wiedzę o nieuczciwym charakterze warunku umowy łączącej go z przedsiębiorcą przywołanego na poparcie wniesionego przez niego powództwa o zwrot. Na ten temat pisałam w sierpniu 2020 roku >>TUTAJ<<

W tożsamym tonie wypowiedział się w uzasadnieniu lutowej uchwały Sąd Najwyższy uznając, że ze względu na zastrzeżoną dla kredytobiorcy – konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli (i uniknięcia w ten sposób skutków nieważności umowy) albo powołania się na całkowitą nieważność umowy także wtedy, gdy mogłaby zostać utrzymana w mocy przez zastąpienie klauzuli abuzywnej stosownym przepisem, co do zasady termin przedawnienia roszczeń o zwrot nienależnie spełnionych świadczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez kredytobiorcę – konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Dopiero wtedy, zdaniem Sądu Najwyższego, można przyjąć, że brak podstawy prawnej świadczenia staje się definitywny, a strony mogą zażądać skutecznie zwrotu nienależnego świadczenia. Wydaje się zatem, że w tym aspekcie Sąd Najwyższy „poszedł” dalej niż TSUE, bo uzależnił przedawnienie od decyzji Frankowicza de facto o wszczęciu procesu sądowego przeciwko bankowi, a nie od powzięcia przez niego wiedzy, że łącząca go z bankiem umowa kredytu jest obarczona wadami prawnymi mogącymi skutkować uznaniem jej za nieważną.

Należy jednak zwrócić uwagę w jaki sposób Sąd Najwyższy w lutowej uchwale podszedł do kwestii przedawnienia roszczeń banków względem kredytobiorców, bo to będzie rozstrzygał w pełnym składzie Izby Cywilnej pod koniec marca. Generalną zasadą wynikającą z art. 118 k.c. jest 3 – letni termin dla roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. W świetle tego pojawiały się głosy, że roszczenia banków o zwrot wypłaconych kredytów przedawniły się po 3 latach od ich uruchomienia, czyli co do zasady w latach 2009 – 2012.

Sąd Najwyższy – jak wskazuje lektura uzasadnienia uchwały – stanął na stanowisku, że w przypadku nieważnej umowy kredytu jako świadczenie nienależne należy kwalifikować przekazanie przez bank środków pieniężnych kredytobiorcy, który na podstawie art. 410 § 1k.c. w związku z art. 405 k.c. staje się zobowiązanym do ich zwrotu, z tym że wymagalność tego zobowiązania zależy od wezwania bezpodstawnie wzbogaconego do zwrotu stosownie do art. 455 k.c. W praktyce oznacza to, że 3 – letni termin na dochodzenie przez bank udostępnionego Frankowiczowi kapitału będzie liczony od daty wezwania kredytobiorcy przez bank do zwrotu kwoty kredytu. Co istotne, Sąd Najwyższy wskazał, że kredytobiorca –konsument nie może zakładać, iż roszczenie banku uległo przedawnieniu w terminie liczonym tak, jakby wezwanie do zwrotu udostępnionego kredytu było możliwe już w dniu jego udostępnienia.

Wydaje się zatem, że w podobnym tonie wypowie się cały skład Izby Cywilnej pod koniec marca 2021 roku, szczególnie, że w uzasadnieniu wniosku o rozstrzygniecie pytań prawnych Pierwsza Prezes powołała również ten kierunek w orzecznictwie sądowym. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują, że nie można przyjąć, że bank jest uprawniony i zobowiązany do wezwania kredytobiorcy do zwrotu spełnionego przez siebie świadczenia bezpośrednio po wykonaniu swojego świadczenia z umowy kredytu. Postawienie takiego wymogu byłoby zasadne, gdyby nienależne świadczenie było spełniane bez istnienia jakiejkolwiek, nawet mylnie ocenianej przez strony, podstawy prawnej. Tymczasem w przypadku nieważnej umowy kredytu obie strony spełniały swoje świadczenia w przekonaniu o wykonywaniu umowy.

Autor: adw. Karolina Pilawska