Sukces reformy podatku CIT w Estonii przyczynił się do zmiany postrzegania tego kraju – z małego nadbałtyckiego państwa do jednego z liderów inwestycyjnych w Europie. Skorzystali na tym również estońscy przedsiębiorcy, którzy uzyskali wyższą płynność finansową i zdecydowanie zwiększyli procent kapitału przeznaczonego na rozwój swoich przedsiębiorstw, co w konsekwencji stworzyło wiele nowych miejsc pracy i sprawiło, że Estonia przeszła względnie suchą stopą przez kryzys z 2008 roku i z biegiem czasu systematycznie zwiększała swoją pozycję na ryku europejskim i światowym.

W odpowiedzi na zbliżające się widmo recesji spowodowane przede wszystkim pandemią COVID – 19 i faktyczny spadek inwestycji w Polsce, rząd RP postanowił zaczerpnąć z doświadczeń i wiedzy naszego bałtyckiego sąsiada, wprowadzając projekt ustawy estońskiego CIT-u w Polsce. Estoński CIT zacznie obowiązywać w Polsce w 2021 roku. Jak wskazują przedstawiciele Ministerstwa Finansów, estoński CIT to nowoczesny sposób opodatkowania, który promuje inwestycje i minimalizuje formalności przy rozliczeniu podatków. Przyjrzyjmy się zatem głównym założeniom tego projektu.

Założenia?

Głównym założeniem tego sposobu opodatkowania jest powstanie obowiązku zapłaty podatku CIT dopiero w momencie wypłaty zysku z przedsiębiorstwa, a nie jak dotychczas – w momencie jego osiągnięcia w miesięcznych lub kwartalnych zaliczkach lub ogólnego rozliczenia rocznego. Innymi słowy, firmy nie będą płacić podatku w miesięcznych / kwartalnych zaliczkach, ani rozliczać się rocznie. Będą go płacić dopiero w momencie wypłaty zysku. Estoński CIT polega zatem na odroczeniu płatności podatku dopóty, dopóki pieniądze zostają w przedsiębiorstwie.

W skrócie estoński CIT to:

  • brak podatku tak długo, jak zysk pozostaje w firmie,
  • brak podatku, a co za tym idzie brak rachunkowości podatkowej, deklaracji i minimum obowiązków administracyjnych,
  • prostota – podatnik nie musi ustalać co jest podatkowym kosztem uzyskania przychodu, obliczać odpisów amortyzacyjnych, stosować podatku minimalnego, czy poświęcać czasu i środków na optymalizacje podatkowe.

Dla kogo?

Estońska forma opodatkowania skierowana jest małych i średnich spółek kapitałowych (z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjnych), których przychody nie przekraczają 50 mln zł. Jak wskazuje Ministerstwo Finansów, w Polsce to kryterium spełnia niemal 97% wszystkich spółek kapitałowych.

Z takiego rozwiązania będą mogły skorzystać także spółki, w których udziałowcami są wyłącznie osoby fizyczne. Oznacza to, że może z niego skorzystać zdecydowana większość polskich podatników CIT (ok. 200 tys. firm), w których inwestor jest blisko spółki, a struktura firmy jest transparentna i prosta.

Z estońskiego CIT będą mogły skorzystać spółki:

  • które nie posiadają udziałów w innych podmiotach,
  • które zatrudniają co najmniej 3 pracowników – oprócz udziałowców,
  • których przychody pasywne nie przewyższają przychodów z działalności operacyjnej,
  • które wykazują nakłady inwestycyjne.

Wszystkie te kryteria muszą być spełnione jednocześnie.

Cel reformy?

Celem reformy jest utrzymanie kapitału w budżecie spółek i zachęcenie przedsiębiorców do inwestycji zysków w rozwój swoich działalności gospodarczych, co przyczyni się do ożywienia polskiej gospodarki, zwiększy jej konkurencyjność, a także poprawi płynność finansową, zdolność kredytową i produktywność polskich przedsiębiorstw. Dodatkowym pozytywem tej reformy jest fakt, iż znacząco uprości ona proces rozliczeń podatkowych, które w Polsce są jednymi z najbardziej skomplikowanych w Europie. Po wprowadzeniu reformy w życie istotne będzie jedynie udokumentowanie wypłaty kapitału z budżetu spółki.

Główne różnice między estońskim CIT-em w Polsce i w Estonii

W porównaniu do oryginału polski CIT wypada niestety dość blado. Już z samego założenia kierowany jest jedynie do pewnej części przedsiębiorców, a nie jak w Estonii – praktycznie do ogółu właścicieli działalności gospodarczych. Nie pomagają również dodatkowe obostrzenia blokujące dostęp do programu spółkom, które pozornie mogą z niego skorzystać. Po pierwsze, wielu przedsiębiorców w Polsce prowadzi jednoosobowe działalności gospodarcze i nie jest w stanie z dnia na dzień powiększyć ich składu o trzy osoby. W podobnej sytuacji znajdują się tzw. startupy, a to właśnie w tych sektorach drzemie najwyższy potencjał inwestycyjny. Kolejnym negatywnym czynnikiem wpływającym na mniejszą dostępność programu jest zakaz posiadania udziałów w innych spółkach. Przeczy to idei przedsiębiorczości, szczególnie w czasach stale rozwijającego się w Polsce kapitalizmu i rosnącej świadomości społecznej o tym, że warto lokować środki w różnorodne, często ze sobą niepowiązane inwestycje w celu zabezpieczenia bytu przedsiębiorstwa, a w konsekwencji swojego.

Autor: Bartosz Bartoszewicz Nadzór merytoryczny: adw. Karolina Pilawska