W końcu mamy to! Pojawiło się uzasadnienie do wyroku Sądu Najwyższego z dnia 11 grudnia 2019 roku w sprawie o sygnaturze akt V CSK 382/18.

Sprawy osób poszkodowanych przez produkty „frankowe” prowadzę dzień w dzień od ponad czterech lat. Przeszłam chyba przez wszystkie możliwe teorie i rodzaje wyroków, jakie tylko zna polskie prawo cywilne. Od całkowitego oddalania powództw kredytobiorców, przez zwroty spreadów, przez „odfrankowienia” aż po uznanie tych umów za nieważne. Te różne wyroki wydawały nawet te same składy sędziowskie. Zdarzało się, że w jednym tygodniu wyrok w tym samym składzie był niekorzystny, a już kilka tygodni później – wręcz odwrotnie. Od początku czułam więc, że Sąd Najwyższy musi w końcu przekonać się do teorii całkowitej nieważności tych umów kredytowych („frankowych”). Argumentów za tym stojących jest multum – od nieuczciwego oferowania produktów, przez niedoinformowanie klientów o ryzyku, przez brak udostępniania środków w CHF, przez brak możliwości spłat w CHF, przez możliwość jednostronnego regulowania wysokością salda zadłużenia oraz wysokością rat kredytu przez bank aż po oczywistą niezgodność takich umów z Prawem Bankowym. Cieszę się, że Sąd Najwyższy – idąc w ślad za sądami rejonowymi, okręgowymi, apelacyjnymi i TSUE – dojrzał do tej myśli. Z pewnością przyczyni się to do ujednolicenia orzecznictwa – po kilku ładnych latach boju z bankami – na korzyść klientów poszkodowanych przez kredyty „pseudofrankowe”.

A co w zasadzie znajdziemy we wspomnianym wyroku? Przede wszystkim dwie najistotniejsze dla nas wszystkich kwestie. Po pierwsze – Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że wyeliminowanie klauzul abuzywnych (które znajdują się w 99 % umów „pseudofrankowych”) musi prowadzić do stwierdzenia nieważności umowy! Nie można tych klauzul zastępować żadnymi innymi – ani kursem średnim NBP, ani tajemniczym „kursem rynkowym”. Nie ma już umowy, jak do tej pory, o dalszym trwaniu umów z wyłączeniem indeksacji do kursu franka. Przypominam, że w efekcie daje to „kredyt darmowy”. Musimy oddać bankowi tylko to, co bank nam dał. Wzięliśmy 300.000 PLN – oddamy 300.00 PLN. Bez odsetek, prowizji i jakichkolwiek innych opłat. To dla nas absolutnie najlepsza wiadomość, choć pełnomocnicy reprezentujący kredytobiorców wiedzieli o tym od dawna.

Ponadto, co również istotne, Sąd opowiedział się za tzw. teorią dwóch kondykcji w miejsce teorii salda. Oznacza to, że kredytobiorca ma prawo żądać zwrócenia mu wszystkich środków, które zostały wpłacone do banku, nawet jeśli nie spłacił jeszcze całego otrzymanego kapitału. Wówczas wyrok wygląda tak, że to bank oddaje kredytobiorcy wszystkie wpłacone środki, a następnie musi go ewentualnie pozwać o wypłacony przed laty kapitał. Dla przykładu – wzięliśmy kredyt na 300.000 PLN, spłaciliśmy 250.000 PLN (łącznie kapitału i odsetek). Sąd zasądzi w wyroku na naszą rzecz kwotę 250.000 PLN z odsetkami ustawowymi (obecnie 6,5 % rocznie) od dnia doręczenia pozwu bankowi aż do dnia zapłaty. Następnie bank musi wytoczyć zupełnie nowe powództwo o zwrot 300.000 PLN, które oczywiście możemy również wcześniej oddać dobrowolnie. A czy bank ostatecznie taką sprawę wygra? To zobaczymy. Mamy w swoim arsenale wiele środków, jak choćby zarzut przedawnienia. Wydaje się jednak, że w obecnym stanie prawnym jest to mocno wątpliwe i konieczny będzie zwrot kapitału w nominalnej wysokości.

W tej ogromnej beczce miodu jest jednak malutka łyżeczka dziegciu. Sąd Najwyższy na końcu uzasadnienia odniósł się też w niewielkiej części do tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, którym ostatnimi czasy banki próbują straszyć kredytobiorców stających z nimi w szranki. Jednak wbrew temu, co często pojawia się w mediach Sąd Najwyższy jedynie nieznacznie napomknął, że orzecznictwo TSUE nie wyklucza wprost takiej możliwości. Jednak w żadnym razie nie uznał takiej możliwości za zasadną, a jedynie o niej wspomniał. Przypomnę tylko, że jedyna sprawa wytoczona przez bank z tego tytułu została przez niego przegrana. Na stanowisku korzystnym dla kredytobiorców w tej materii opowiedział się już Rzecznik Praw Obywatelskich i Prezes UOKiK. Nie widzę możliwości, aby TSUE orzekł inaczej. A i Sąd Najwyższy dojdzie w końcu do wniosku, że nie ma żadnych podstaw prawnych do zasądzania takich kwot na rzecz banku. Tak samo, jak doszedł do wniosku, że umowy „frankowe” są nieważne.

Andrzej Zorski

#chf #kredyt #frankowy #kancelaria #warszawa